Wymowna cisza

Z cyklu: Ona i On 4 Wymowna cisza

Wymowna cisza

Wymowna cisza

Nie wiem czy potrafisz nazwać to uczucie
Jesteś, nie chcesz odejść, milczysz, czujesz zatrute
Powietrze, krzyki, teraz wszystko opadło
Siedzicie przy kolacji w ciszy, odczuwasz to
Nie powiesz nic, a w środku się tli
Co by się nie powiedziało, teraz nic nie zmienisz
Poczekamy do jutra, ile można to powtarzać
Czujesz że za chwilę… ale się uspokajasz
Kołowrotek myśli, jednak nic nie zrobisz
I tylko ta cisza, martwa cisza zdobi
Ściany, wypełnia tło, tę przestrzeń między wami
Nawet już się nie wkurwiasz, zostawiasz origami
Nie składasz tych myśli, nie szukasz rozwiązań
Nie wracasz, nie powtarzasz i nie odtrącasz
Nie brniesz, każdy będzie miał swoje racje
Chcesz przeczekać, nie chcesz, będzie jak zawsze
Wiesz to, słowa nic nie zmienią
Tym bardziej to zaognią, pierdolona niemoc
Jutro będzie dobrze, albo pojutrze
Ale ile tak można, całe życie? już wkrótce
Będziesz z tego się śmiać, te słodkie kłótnie
Tak je nazywać, ale jesteś tu i teraz a nie później

 

 

źródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/326651779218057977/

 

Szczęście Miłość

Z cyklu Ona i On Jesteśmy (autopsja) Szczęście Miłość

Szczęście Miłość

źródło zdjęcia film: https://vimeo.com/26338117
źródło zdjęcia film: https://vimeo.com/26338117

Wiesz czym jesteśmy, składową ilością tego co zjedliśmy
Wiesz czym jeszcze, tym w co zwątpiliśmy
Tym o co walczyliśmy, sobą, jedną osobą
Pyłem, akcentem, kolejną dobą
Jesteśmy odpowiednią porą, tu i teraz
Jesteśmy, więc w nas się wzbiera
Dajemy upust bez zbędnych dodatków
Jesteśmy nieposzlakowaną myślą, zagadką
Dla siebie, czasu, i oczywistą oczywistością
Jesteśmy ciągiem zdarzeń, koniecznością
Siebie dla siebie, bo mamy siebie w sobie
Jesteśmy daleko, dopiero na starcie, może!
Łudzimy się tylko wierząc w coś więcej
Ale jesteśmy dla siebie, otwiera się przestrzeń
Nasza, otwieramy ją, swoją, bez nacisków
Zbędnych, i już jesteśmy, idziemy, którędy
Doszliśmy, ważne że jesteśmy już w tym miejscu
I chcemy więcej… brakuje tekstu
Urywam myśli…

Przechwytywaniejj
źródło zdjęcia film: https://vimeo.com/26338117

Wiesz czym jesteśmy, sumą naszych grzechów
Wiesz czym jeszcze, tym co nas ukształtowało dawno temu
Tym co nas kształtuje teraz, nasz wpływ na siebie
Jesteśmy sumą naszych doświadczeń, spojrzeniem
Na siebie, ulotną chwilą, tym co trwałe
Jesteśmy wszystkim tym co nie było nam dane
W wcześniejszych życiach, relacjach doświadczyć
Karmimy się tym, jemy pełną łyżką, trzymamy w garści
Nasz świat, tak jak siebie w objęciach
Idziemy dalej, już jesteśmy w tych miejscach
I chcemy więcej siebie, mamy dość, uciekamy
Żeby złapać oddech, być chwile sami
I wracamy, i potęguje to jeszcze bardziej
Wystarczy chwila, akcent, zanim znowu nas najdzie
Ochota na siebie, to co w nas, kolejną łyżkę
Teraz jesteśmy bliżej, i znikają wszystkie
Troski , ten cały ambaras
Spotykają się nasze dusze, nasze ciała
I chcemy więcej…

 

W hotelowym lobby Romans Zdrada

Z cyklu Ona i On W hotelowym lobby Romans Zdrada

Romans Zdrada

W hotelowym lobby Romans Zdrada
autor zdjęcia: zdjęcie własne

Zaczynasz znajomość, to co nieznane
Chcesz tego, chcesz odkrywać, odkrywasz ramię
Teraz przed lustrem, właśnie się szykując
Zwilżasz usta, teraz na czerwono szminkując
Odkładasz szminkę, włosy spinasz
Wydłużasz kreskę, poprawiasz makijaż
Wracasz do pokoju, nastawiasz Vivaldiego
Chcesz tego, jedyny taki taniec, dlaczego
Myślisz – jeszcze nie dzwoni? co robi?
Przecież jesteś już gotowa, możesz wychodzić
Co jest z nim, czy zatrzymały go korki?

On w tym momencie wypluwał ości
W hotelowym wellness, gdzie teraz się znajdował
Zjadał pstrąga w zalewie, i była z nim ona
Spotkał ją chwile temu jak roztargniona wbiegła do hotelu
W sumie już wychodził z niego, tylko korzystał z basenu
Gdyż był umówiony na wieczór, lecz zmieniły się plany
Gdy przechodził przez lobby wtedy ujrzał ją w dali

W hotelowym lobby Romans Zdrada
autor zdjęć: zdjęcia własne

Ona podbiegła do recepcji wykłócając się o koszty
Spojrzenie w jego kierunku, gdy przechodził przez lobby

Kierował się ku wyjściu, ale coś go tknęło
Podszedł do recepcji, i tak to się zaczęło
Wrócili windą do wellness, tak jakby już para
Ona o swoich ostatnich problemach ciągle opowiadała
Przypadł jej od razu do gustu, i ta broda
Do tego potrafił tak wynegocjować
Teraz patrzyli na siebie zajadając się rybą
W planach już była sauna później wino

 

Dzwonie do niego, która to już godzina
Może coś się stało, żeby tak się nie odzywać
Lecz telefon milczał

Teraz na wyciszony spoglądał
– Muszę się już zbierać, saunę i wieczór przełożymy, dobra
– Ale co się stało?
– Wiesz, prawie bym zapomniał o spotkaniu
Ale jutro możemy się zobaczyć, nie mam planów
Wiesz, biznesowe spotkanie, a przez Ciebie bym zapomniał
Ale nie martw się, jutro zaczniemy od początku, dobra

Wychodząc z hotelu przechodząc koło recepcji, tam gdzie się spotkali
Czule się pożegnali, wymienili się numerami

Był już na zewnątrz sam kierując się do samochodu
Włączył głośność, oddzwonił, wymyślił powód:
– Spotkanie się wydłużyło, do tego jeszcze teraz stoję w korku
Ale niebawem będę, już jesteś gotowa kotku?

– Tak, już od dwóch godzin gotowa jestem…
– Jeszcze chwila cierpliwości, za chwilę będę…

myśli uczucia

Ona i On Dym poniósł jej myśli Uczucia

myśli uczucia

Uczucia

Jej oczy były zalane łzami
Bo jak by już wiedziała, że go więcej nie zobaczy
Trzaśnięcie drzwiami, uspokoiła oddech
Trzykrotnie wyglądała za nim, teraz na spokojnie
Analizowała, gdy już oddech się uspokoił
Siadła przy szkiełku, zapaliła, dym poniósł
Jej myśli, wyżej, ponad to co razem już było
Widziała to bardziej, teraz trzepiąc tytoń
Widziała miejsca, w których jeszcze nie była
Widziała wspólnie się z nim w tych miejscach, chwila
Pukanie, to on wrócił, podskoczyła
Wybiegła tak szybko z pokoju, trzasnęła szyba
W drzwiach pękła, nie ważne, drzwi otworzyła
Tak to był on, chwila, głos zamiera
Słowa, multum ich w myślach dobiera
Zero słów, nagle on wywiera
Gestem, mimiką wpływ, i ten uśmiech
A mówi tylko, że zapomniał koszulkę
Cisza, chwila, i nagle ona wybucha
Wiązankę słów w jego stronę, on nie chce słuchać
Nie chce już tej koszulki, zawsze był ironiczny
Nienawidziła tego, kochała przede wszystkim
Chciała tego, całą sobą, właśnie teraz
Jego, jego całego, ale tylko krzyczała, dlaczego
Odwrócił się, nic mówiąc, i po prostu wyszedł
Zamilkła, myśląc po co zawrócił, przyszedł
Po koszulkę, przecież to było trywialne
Wróciła do pokoju pobudzając wyobraźnie
I nagle kawał szkła przebił jej kapcie
Z krwawiącą stopą dotarła na wersalkę
Skuliła się z bólu, chcąc zobaczyć ranę
Zdejmuje kapcie, patrzy, ja krwawię!
Gdzie są bandaże, gdzie jest on, wstaje
Muszę się dostać do drugiego pokoju, to kawałek

 

On był już na dole, już w samochodzie
Już zapalał silnik, już był daleko, w drodze
Myśli, chwile, jednak coś go tknęło
Nigdy tak się nie zachowywała, dlaczego
Aż tak się nie zachowywała, i ten wyraz twarzy
Przecież ona chciała, nie potrafiła się odważyć
Nie, to ja nie potrafiłem, ale czy ja chcę
Czy ja chcę tego, nie, nie ale dlaczego
Nie, chociaż znam ją na wylot, nie, nie znam
Jadę z stąd teraz, myśleć przestań
Teraz, nie, idę z powrotem i jej powiem
Ale co powiem, nie idę, idę to chore
Dobra się uspokoję, zapalę, chwilę postoje
Może do niej zadzwonię, dobra dzwonie

Ona skuliła się z bólu tamując ranę
Nagle słyszy telefon, kto to, jednak nie wstanę
Teraz, no kto to, może to on, po co dzwoni

Czemu ona nie odbiera, co ona robi (…)